Spał na ławce
Na podwórku
Brudny, poszarpany pan
Patrzyłam, jak trząsł
Się z zimna i jak
Przez ten swój sen
Łkał
Przyciskał do piersi
Skrzypce
Małe, podrapane, smutne
One jakby z nim płakały
Cicho poruszając strunę.
Dochodziła szósta rano
Brudny, poszarpany pan
Wstał, wziął małe swe skrzypki
I na nich przepięknie grał
Ludzie mu rzucali grosze
Jeden złoty, albo dwa
I mówili pięknie „proszę!”
Tak wzruszała ich ta gra
Grał, aż nadszedł dzień paskudny
Że mu skrzypce wyrwał ktoś
Rzucił w lampę i połamał
Tak go rozpierała złość
Biedny grajek spuścił głowę
Łzy leciały mu
Kap, kap
Smutek mu odebrał mowę
Mowę mu odebrał strach
Zebrał resztki swoich skrzypiec
Wziął pieniądze,
Ruszył w dal
I mi uciekł bezpowrotnie
Ten talentu istny kwiat













Comments
--
"Przejaciela mam
Co pociesza mnie
Gdy o jego ramie
Opre sie
W nim nadzieje mam
Ulecial strach
On najblizej jest
Zawsze troszczy sie
Jezus...
--
The fat cat on the mat may seem to dream of nice mice that suffice for him, or cream;
SEE MY OTHER COMIX STRIPS ON MY PROFILE -> [link]
--
"Przejaciela mam
Co pociesza mnie
Gdy o jego ramie
Opre sie
W nim nadzieje mam
Ulecial strach
On najblizej jest
Zawsze troszczy sie
Jezus...
--
The fat cat on the mat may seem to dream of nice mice that suffice for him, or cream;
SEE MY OTHER COMIX STRIPS ON MY PROFILE -> [link]
--
"Przejaciela mam
Co pociesza mnie
Gdy o jego ramie
Opre sie
W nim nadzieje mam
Ulecial strach
On najblizej jest
Zawsze troszczy sie
Jezus...
Previous PageNext Page